Poranna cisza nad zatoką – Cavtat i samotna świątynia wśród wzgórz Konavli

2025-04-18

Czasem to właśnie te najwcześniejsze godziny niosą największy spokój i najpiękniejsze światło. 2 kwietnia postanowiłem wstać przed świtem – nie było to łatwe, ale coś w głowie szeptało, że warto. Kilka minut po piątej już byłem na nogach, a przed szóstą dotarłem na bulwary w Cavtat, gdzie powietrze było jeszcze chłodne, a światło nieśmiało przecierało się przez gęste chmury.

Spacer o poranku, Poranne światło mieszało się z lampami ulicznymi, tworząc miękki kontrast między snem a początkiem nowego dnia.

Prognozy były niejednoznaczne, wiatr nie odpuszczał, a niebo nie dawało pewności, że uda się złapać ten jeden moment — ten, dla którego warto się zmęczyć. Dron pozostał w plecaku, ale Nikon Z6 był gotowy. I wtedy się stało. Złoto i błękit rozlały się nad górami, chmury jakby rozstąpiły się na chwilę, a słońce pokazało się w całej swojej miękkiej wiosennej odsłonie.

Poranne łodzie u wybrzeży Cavtat – cisza przed pierwszymi krokami turystów.

Zatoka Cavtat jeszcze śpi – tylko kilka łódek leniwie kołysze się przy kamiennym nabrzeżu. Nad miasteczkiem wciąż dominują chłodne odcienie poranka, a niebo wypełniają ciężkie chmury, które zatrzymały ciepłe barwy wschodu gdzieś za horyzontem. Ten kadr uchwycił moment zawieszenia – między nocą a dniem, między spokojem a nadchodzącym ruchem. Mimo surowości światła, scena ma w sobie coś bardzo malarskiego – od chłodnych odcieni wody po ciemny zarys gór tła.

Gdy światło jest płaskie lub pochmurne – a niebo nie daje spektakularnych barw – warto szukać kontrastów tonalnych i tekstur. W tym przypadku kluczowe było wykorzystanie kamiennego nabrzeża jako pierwszego planu oraz łodzi jako elementu prowadzącego wzrok w głąb kadru. Kompozycja oparta na zasadzie trójplanowości (pierwszy plan – nabrzeże, drugi – łodzie, trzeci – miasteczko i góry) nadaje zdjęciu głębi i sprawia, że mimo braku dramatycznego światła, fotografia zachowuje klimat i ciekawość. W takich warunkach warto także zadbać o odpowiedni balans bieli – lekko chłodny preset może pomóc podkreślić atmosferę poranka.

Cavtat o świcie – widok zza gęstwiny nadbrzeżnych sosen.
Wschodzące słońce przełamuje chmury nad Adriatykiem, rozlewając złoto po tafli wody.
Cavtat ujęty w naturalną ramę – kadr z półwyspu Sustjepan, w którym natura staje się kompozytorem.
W drodze na Sustjepan

Poranek w Cavtat nie zawsze zwiastuje eksplozję koloru. Stojąc na półwyspie Sustjepan, przez dłuższy moment miałem wrażenie, że z planowanego wschodu słońca zostanie tylko matowa szarość. Ale cierpliwość – jak to w fotografii bywa – została wynagrodzona. Chmury zaczęły się rozsuwać, a złote światło słońca popłynęło miękko po wodzie i czerwonych dachach starego miasteczka.

Użyłem naturalnych ramek z gałęzi drzew, by wprowadzić głębię i kierować wzrok widza ku centrum kadru. W takich momentach Cavtat pokazuje swoje spokojne, jeszcze senne oblicze – zupełnie inne niż gwarne popołudnia, które znamy z wakacyjnych folderów.

Naturalne ramy (jak gałęzie, drzewa, okna czy bramy) to jedno z najbardziej niedocenianych narzędzi kompozycyjnych w fotografii krajobrazowej. Oprócz tego, że nadają głębi, wciągają widza do środka zdjęcia, prowadząc jego wzrok dokładnie tam, gdzie chcemy. Dobrze dobrana rama potrafi też dodać zdjęciu intymności i sprawić, że odbiorca poczuje się jak podglądacz chwili – schowany za zasłoną natury.

Kiedy planujesz kadr z naturalną ramą, pamiętaj o przysłonie – często warto ją lekko przymknąć (np. f/7.1–f/11), by utrzymać ostrość zarówno ramy, jak i głębi obrazu.

Wąska ścieżka na półwyspie Sustjepan – prowadzi wzdłuż klifowego brzegu, oferując ciszę i kontakt z dziką naturą Dalmacji.
Ciche nabrzeże i poranek nad Adriatykiem – pusty pomost przy kamiennej plaży przypomina, że sezon jeszcze nie nadszedł, a miejsce ma szansę odpocząć od zgiełku.
Surowe skały i miękkie światło – zestawienie kontrastów, które nad Adriatykiem o wschodzie słońca staje się codziennym spektaklem.

Poranny spacer półwyspem Sustjepan to jedno z tych doświadczeń, które zostają pod skórą na długo. Te trzy kadry, choć różnorodne, opowiadają jedną historię – o miejscu, gdzie natura gra pierwsze skrzypce. Cicha, kamienista ścieżka wije się między sosnami i nadmorskimi skałami, prowadząc do widoków, które urzekają swoją prostotą. Bez tłumów, bez hałasu. Tylko ty, Adriatyk i powietrze pachnące żywicą.

Każdy zakręt ścieżki odsłania nowe oblicze poranka – czasem jest to dramatyczne niebo nad wodą, czasem geometryczna kompozycja skał i światła. Na jednym z kadrów – betonowy pomost, jakby zapomniany przez świat, czeka na pierwszy krok rybaka. Na innym – skaliste urwisko, gdzie woda spotyka kamień w nieustannym dialogu.

Zdjęcia z tej serii łączy jedno – świadome prowadzenie wzroku widza. Ścieżka w pierwszym kadrze, linia brzegu w drugim, i kierunek światła na wodzie w trzecim – wszystkie te elementy tworzą naturalne linie prowadzące. To jeden z najprostszych i najskuteczniejszych trików kompozycyjnych. Szukając mocnych kadrów krajobrazowych, warto patrzeć nie tylko na światło, ale i na „ścieżki”, które może przejść oko widza. Czasem prowadzi je ścieżka, innym razem chmura, cień lub rysa w skale.

Dodatkowo – zwróć uwagę na to, jak wiele daje balans między ziemią a niebem. Każde z tych zdjęć ma inny rozkład – a to pozwala zbudować różny klimat. Eksperymentuj – ta sama scena z innej perspektywy może opowiedzieć zupełnie inną historię.

Zakamuflowana zagadka – wejście do skalnej celi lub dawnej kryjówki
Widok na wyspy Mrkan i Bobara – naturalne ramy z koron drzew
Port w Cavtat widziany spod kamiennego łuku – klasyczny kadr z nutą historii
Cisza na nabrzeżu – łodzie w porcie i malownicze wzgórza Cavtatu

Wędrówka wzdłuż wybrzeża Cavtatu to jak spacer po kartach historii i przyrody – z jednej strony oddech Adriatyku i ukryte zakamarki, z drugiej ślady życia codziennego i przeszłości. Zardzewiałe kraty wmurowane w skałę mogą być dawnym składzikiem, wojenną kryjówką, a może… początkiem lokalnej legendy o ukrytym skarbie? Dalej wzrok biegnie ku wyspom Mrkan i Bobara – niezamieszkałym, pełnym tajemniczym klasztorów ruin i cmentarnych opowieści. A potem już klasyka – port w Cavtat, widziany raz przez kamienny łuk, raz od strony nabrzeża, gdzie łodzie zdają się trwać w wiecznym oczekiwaniu na powrót właściciela.

Kadrowanie z naturalną ramą (ang. framing) to jeden z prostych, a bardzo efektownych trików kompozycyjnych. Wykorzystując gałęzie, okna, łuki czy inne elementy, które otaczają główny temat, nie tylko kierujesz uwagę widza tam, gdzie chcesz – ale też dodajesz zdjęciu głębi. W przypadku ujęcia portu przez łuk oraz wysp między gałęziami – kadry zyskują nie tylko ramę, ale też klimat opowieści. Warto też eksperymentować z perspektywą – lekkie przyklęknięcie czy zmiana kąta potrafią zamienić zwykłą scenę w filmowy kadr.

Rdzewiejący pomost zawieszony nad skalistym klifem — jedno z tych miejsc w Cavtat, które wygląda jak zapomniany fragment filmu przygodowego

To zdjęcie powstało na szlaku prowadzącym przez półwysep Sustjepan w Cavtat. Zaledwie kilka kroków za pięciogwiazdkowym hotelem Croatia, rozpoczyna się zupełnie inny świat — świat ciszy, skalnych półek i starych, rdzewiejących konstrukcji.

Ten pomost, dawno już zapomniany i pochłaniany przez naturę, wygląda jak fragment filmu przygodowego albo starych bałkańskich opowieści. Wczesne poranne światło — chłodne i miękkie — podkreśliło dramatyzm tekstur skał, rdzę metalu i żywą zieleń śródziemnomorskiej roślinności. Choć nie prowadzi donikąd, pomost przyciąga wzrok i wyobraźnię. Jakby coś szeptał — o tym, co tu się działo, zanim powstały foldery turystyczne.

W scenach z intensywną fakturą — jak skały, metal, stare mury — wykorzystuj światło boczne lub ukośne.
To właśnie takie światło rzeźbi powierzchnie, wydobywa detale, dodaje głębi. Fotografując wczesnym rankiem lub późnym popołudniem, zyskujesz naturalne warunki do podkreślenia struktury.

Zwróć uwagę na linie prowadzące w kadrze.
W tym ujęciu poręcz, linia skał i kąt pomostu naturalnie kierują wzrok widza w głąb zdjęcia. To sprawia, że kompozycja jest nie tylko interesująca wizualnie, ale też opowiada historię.

Po porannej wędrówce półwyspem Sustjepan, która zakończyła się tuż po wschodzie słońca, postanowiłem rozruszać się jeszcze bardziej. Tuż za miejską plażą w Cavtat znajduje się plenerowa siłownia — skromna, ale z wystarczającym zestawem do porannej gimnastyki z widokiem na zatokę. Gdy mięśnie były już rozgrzane, a endorfiny zaczęły krążyć szybciej, ruszyłem w stronę śniadania.

Zatrzymałem się w Caffe Bar Mihael, położonej nieopodal promenady. Zamówiłem zestaw o wdzięcznej nazwie Mama Italiana – klasyczne połączenie smaków, które idealnie wpisuje się w klimat południowej Europy. Na czarnym talerzu wylądowały:

  • plastry dojrzewającej szynki pršut,
  • łagodne sery owcze i kulki mozzarelli,
  • rukola z pomidorkami koktajlowymi,
  • oraz chrupiące pieczywo podane w wiklinowym koszyku.

Wszystko podane estetycznie, z dbałością o kompozycję, a przede wszystkim – ze smakiem.

Po śniadaniu i porannej dawce energii z siłowni plenerowej, miałem jeszcze chwilę dla siebie. Wypożyczalnia aut nie była jeszcze otwarta, więc zamiast czekać – ruszyłem w miasto. A właściwie w jego mniej oczywiste zakątki.

Cavtat z rana to zupełnie inna opowieść. Uliczki są jeszcze puste, światło miękkie, a atmosfera – jakby ktoś wcisnął „pauzę”. Spotykałem tylko koty, lekko przymrużone okna i schody zapraszające do góry. Chwile zatrzymane – to był mój ulubiony czas. Czas na obserwację detali: połyskującej karoserii motocykla, starych drzwi z numerem domu, małej kapliczki i śpiącego kota z widokiem na zatokę.

Gdy słońce zaczęło wznosić się wyżej, a życie powoli wracało na ulice, ruszyłem już w stronę wypożyczalni Car & Scooter & Bike Lovac rent – gotowy na dalszą część dnia i kolejne historie, które czekały gdzieś za zakrętem.

Kościół św. Mikołaja (Crkva sv. Nikole) – symbol Cavtat i miejsce, które łączy w sobie duchowość, architekturę i… muzeum muszli
Burgundowy motocykl na tle surowej ściany – industrialny akcent w kamiennym krajobrazie miasta
Kamienne schody wśród murów – klasyczny motyw dalmatyńskich zaułków prowadzących gdzieś w nieznane.
Numer 34 – proste drzwi, za którymi mieszka historia i ktoś, kto być może właśnie zaparza kawę.
Maleńka kapliczka z dzwonem i otwartymi drzwiami – cicha przestrzeń modlitwy z promieniem słońca wpadającym do wnętrza.
Kot – lokalny celebryta Cavtat – model idealny, zrelaksowany i zawsze gotowy na zdjęcie z zatoką w tle.

Fotografowanie miejskich detali i wąskich uliczek

  • Światło poranne lub popołudniowe idealnie podkreśla strukturę murów i niuanse faktur – nie bój się przymknąć przysłony (np. f/5.6–8), by złapać ostrość w całej scenie.
  • Szukanie symetrii i prowadzenia oka – zaułki, schody i murki są naturalnymi liniami prowadzącymi wzrok w głąb kadru.
  • Gra światła i cienia – to Twoi sprzymierzeńcy w nadaniu zdjęciom głębi.

Kocia obecność w kadrze

Jeśli trafisz na leniwego modela w postaci kota – nie zmieniaj nic. Przysiądź. Poczekaj, aż spojrzy w obiektyw lub zignoruje Cię z klasą. Fotografuj z poziomu jego oczu, by oddać klimat chwili. To zdjęcie opowiada więcej niż tysiąc słów – i to bez miauczenia.

Panorama południowej Dalmacji – Góry opadające łagodnie ku morzu, z linią brzegową wijącą się jak ścieżka na mapie przygód.

Po śniadaniu i porannej eksploracji Cavtat, przyszedł czas na odebranie auta z wypożyczalni Car & Scooter & Bike Lovac Rent. Sam proces był bardzo sprawny, a właściciel – nie tylko uprzejmy, ale i pełen pasji do regionu – z chęcią wskazał na mapie miejsca warte odwiedzenia. Nasza rozmowa szybko zboczyła z tematu formalności na wymianę doświadczeń, opowieści i uśmiechy. Wkrótce kluczyki do białego Opla Corsy wylądowały w mojej dłoni, a ja ruszyłem… ku samemu południu Chorwacji.

Z każdym kilometrem krajobrazy stawały się coraz bardziej surowe, a niebo – pełne lekko porozrywanych chmur – zapowiadało spektakl światła i cienia. Nie mogłem się oprzeć – zatrzymałem się na poboczu i wypuściłem drona. Widok z góry przypomniał mi, jak bardzo kocham fotografię z lotu ptaka. Z jednej strony zieleń zboczy i lazur Adriatyku, z drugiej – samotna sylwetka samochodu, który miał stać się moim towarzyszem na kolejne godziny.

Z lotu drona: samochód przy skraju wybrzeża – Mała biała plamka przy drodze, symbol podróży i decyzji o zatrzymaniu się, by chłonąć krajobraz.
Portret podróżnika z lotu ptaka – Mała pauza, krótki gest w stronę nieba – machnięcie do drona, jakby mówić „jestem tu i teraz”.
Fort Punta Oštro z lotu ptaka – monumentalna bryła wzniesiona na skalistym cyplu Prevlaki, niemal zlewa się z otaczającym ją surowym krajobrazem.

Celem była twierdza Punta Oštro, położona na cyplu półwyspu Prevlaka. To miejsce nie pojawia się w pierwszych wynikach wyszukiwania, a szkoda – bo ma w sobie wszystko: historię, zapomnienie i potęgę pejzażu. Fort został wybudowany przez Austro-Węgry około 1850 roku jako element większego systemu obronnego, mającego strzec wejścia do Zatoki Kotorskiej. Wraz z fortami Mamula i Arza tworzył trójkąt kontroli nad ruchem morskim na tej części Adriatyku.

Po upadku Jugosławii teren ten stał się przedmiotem sporu terytorialnego między Chorwacją a Czarnogórą. W latach 90. XX wieku Prevlaka została objęta misją obserwacyjną ONZ i dopiero w 2002 roku oficjalnie wróciła pod zarząd Chorwacji. Dziś jest to spokojne, niemal opuszczone miejsce – i właśnie dlatego działa na wyobraźnię.

Z twierdzy rozciąga się niesamowity widok na otwarte morze, a wokół panuje cisza, przerywana jedynie przez wiatr i szum fal rozbijających się o skały. To miejsce ma w sobie coś… ostatecznego. Jakby tu kończył się nie tylko kraj, ale i pewien rozdział historii.

  • Dronem warto fotografować przy pochmurnym niebie z prześwitami – cienie i światło tworzą niesamowitą plastykę obrazu.
  • Zatrzymuj się spontanicznie – wiele najciekawszych kadrów powstaje właśnie „po drodze”, nie w punktach zaznaczonych na mapie.
  • Zadbaj o element narracyjny – pojazd, postać, gest – coś, co da odbiorcy punkt zaczepienia.

BONUS TIP – „Witaj w Czarnogórze… czyli jak stracić 250 zł w 2 minuty”

Jeśli wybierasz się na południe Chorwacji i masz w planie jazdę blisko granicy z Czarnogórą – koniecznie ręcznie przełącz swoją sieć komórkową na chorwackiego operatora. Dlaczego? Bo Twój telefon, zachowując się jak podekscytowany backpacker, potrafi nagle zapragnąć przygody poza UE… i automatycznie zalogować się do sieci czarnogórskiej.

Efekt?
SMS od Plusa:

„Wykorzystano 100% limitu 250 zł Limitera DATA w roamingu. Transmisja danych została zablokowana. Aby korzystać dalej, wyślij SMS o treści ODBLOKUJ na 8802…”

Tłumacząc na ludzki:
Właśnie przepadło Ci 250 zł – za kilka MB, bo telefon zapragnął „egzotyki za rogiem”. 😅
Zanim zaczniesz latać dronem i wrzucać story z Fortu Lovrijenac, wejdź w ustawienia → sieci komórkowe → operatorzy → i wybierz ręcznie chorwacką sieć (np. A1 HR, Hrvatski Telekom, Telemach).
To 30 sekund roboty, a może uratować Twój budżet… na porządną kolację albo lokalne wino 🍷😉

Czas jechać dalej. Bo tam, gdzie kończy się znane, zaczyna się… kolejne zdjęcie.

Widok na Vitaljinę z lotu ptaka

Powrót przez Vitaljinę i Crkva sv. Spasa

W drodze powrotnej z Fort Punta Oštro, zamiast wracać bezpośrednio do Cavtat, postanowiłem zboczyć z głównej trasy i odwiedzić Vitaljinę – najbardziej na południe wysuniętą miejscowość kontynentalnej Chorwacji, położoną w gminie Konavle. Ten zakątek kraju, niemal nieznany turystom, skrywa prawdziwy urok dalmackiej prowincji.

Vitaljina to nie tylko malownicze domy z kamienia i dachówką, gaje oliwne i wiejski spokój – to także miejsce z burzliwą historią. W XVI wieku jej okolice były celem ataków piratów, a podczas wojny o niepodległość Chorwacji w 1991 roku była pierwszą miejscowością w żupanii dubrownicko-neretwiańskiej zaatakowaną przez Jugosłowiańską Armię Ludową. Wioska została zajęta i częściowo zniszczona. Dziś odradza się w ciszy i zieleni.

W samym sercu tej sielskiej przestrzeni znajduje się Crkva sv. Spasa (Kościół Świętego Zbawiciela), poświęcony 30 września 1911 roku. To rzymskokatolicki kościół parafialny, należący do diecezji dubrownickiej i dekanatu Konavoski. Ujęty z lotu ptaka, wtopiony w zieleń i wzgórza, wygląda jak cichy świadek losów tej ziemi.

Kościół Crkva sv. Spasa – ujęcie z lotu ptaka, podkreślające jego samotność i majestat wśród zieleni
Kamienne domy Vitaljiny otulone śródziemnomorską zielenią
Widok na Vitaljinę z lotu ptaka
Dom z suszącym się praniem – idylliczny obraz codzienności Vitaljiny, z okien rozpościera się widok na Adriatyk, a w tle – wysokie cyprysy

Zamiast skupiać się tylko na szerokich kadrach z drona, warto poszukać małych historii w krajobrazie – pranie na sznurze, stary samochód, kamienny murek czy cieniowana ścieżka – to wszystko tworzy atmosferę miejsca. Fotografując takie sceny, używaj dłuższych ogniskowych (np. 70–300 mm), by wydobyć detale bez zaburzania naturalnej perspektywy

Poranek w Cavtat, droga przez skaliste wybrzeże aż po Fort Punta Oštro i spokojny powrót przez Vitaljinę – ta trasa miała w sobie wszystko: widoki, opowieści i momenty zatrzymania. Z jednej strony monumentalna forteca nad Adriatykiem, z drugiej – wioska, gdzie życie toczy się niespiesznie, jakby poza czasem. To tylko połowa dnia, a już czułem, że Chorwacja odsłoniła przede mną kawałek swojej duszy.

Total: